
Prawdopodobieństwo zachorowania na tę chorobę jest minimalne. Ujawnia się tylko wtedy, gdy oboje rodziców są nosicielami wadliwego genu. A i wtedy dziecko
- Choroba wyniszcza układ nerwowy mózgu, postępuje w zależności od organizmu dziecka. W pierwszym stadium dziecko przestaje chodzić, mówić, widzieć. Jest więźniem swojego ciała. Z czasem nie będzie widzieć mamy i taty. Serce pęka, gdy o tym myślę - opowiada pani Małgorzata.
Był czas, gdy Kubuś mówił już całymi zdaniami. Z czasem zaczął się cofać w rozwoju. - Kiedyś mówił, "babcia", teraz "aba". Mówił "tata", a teraz "ata". Jeszcze tylko "mama" mówi poprawnie - wyznaje ocierając łzy.
Chłopiec znów nosi pampersy. Chodzi na kolanach. Gdy wstaje, przewraca się. - A będzie coraz gorzej - tłumaczy ze smutkiem. Z czasem przestanie w ogóle się ruszać i jeść samodzielnie. Będzie musiał być karmiony przez sondę.
Sobotowscy raczej nie zdecydują się na drugie dziecko.
- Lekarze mówią, że to loteria. Mamy 25-procentowe prawdopodobieństwo, że ono również będzie chore - mówi z trudem.
Jest w stałym kontakcie z dwoma rodzinami w podobnej sytuacji. Jedno małżeństwo zdecydowało się na drugie dziecko. Do nich szczęście się uśmiechnęło. Kobieta urodziła zdrowego synka. Drugie małżeństwo nie miało tyle szczęścia. Dziś są rodzicami dwójki dzieci chorych na ceruidolipufoscynozę neuronalną.
Małgorzata Sobotowska wierzy, że amerykańscy uczeni znajdą w końcu skuteczne lekarstwo, które pozwoli uzdrowić jej synka. Do tego czasu chce mu maksymalnie ulżyć w cierpieniu. Zbiera pieniądze
Prosi więc o dowolne wpłaty na konto: 56 1020 1505 0000 0002 0119 5437. Rozprowadza również cegiełki, które otrzymała od Grzegorza Kaczmarka z Akcji Dobroczynnej "Dać Dzieciom Radość". Osobom, które chcą pomóc Kubusiowi podajemy nr tel. jego mamy: 505-605-805.
Źródło:
Gazeta Pomorska
Dariusz Nawrocki, dariusz.nawrocki@pomorska.pl, tel. 52 357 22 33